Polecane Strony:

aurelka.pl - buty ortopedyczne dla dzieci
solmed.pl - botox
alfa-bhp.pl - szkolenia e-learningowe bhp
adresdlafirmy.pl - wirtualne biuro
Zapraszamy.
A A A

Dolina ludzi milczących - część trzecia

 

 

 

Kent zbliżył się i pochylił nad trupem. Zbyt często widywał śmierć, by jej objawów od razu nie poznać, lecz rzadko spotykał twarz tak zniekształconą. Inspektor miał gałki oczne wyłupione na zewnątrz, usta rozwarte. Język …
Raptem krew zastygła w żyłach Kenta. Kedsty dostał cios w głowę, ale nie to spowodowało śmierć. Zaduszono go. A stryczek stanowiło pasmo włosów kobiecych!
Okropny szok obezwładnił Kenta po prostu. Gdyby własna jego wolność od tego zawisła, nie potrafiłby kroku zrobić. Włosy były długie, miękkie, czarne i lśniące. Dwukrotnie spowijały szyję Kedsty’ego, luźny koniec zaś opadał przez ramię na pierś, w świetle lampy migocąc niby bogate futro sobolowe.
Futro sobolowe. To samo porównanie nasunęło mu się, gdy obserwował Marette przez uchylone drzwi. Ta myśl wypełniała mu obecnie umysł. Dotknął włosów palcami. Ujął je w rękę. Odwinął z szyi Kedsty’ego, gdzie stryczek odcisnął dwa głębokie pierścienie. Włosy spływały w dół do podłogi. Wtenczas, odwracając się wolno, spojrzał na Marette Radisson.
Nigdy żadne oczy ludzkie nie patrzyły na niego w ten sposób. Milcząc wyciągnęła rękę, a Kent podał jej włosy. W następnej chwili odwróciła się i dłonią kurczowo przyciskając gardło, wyszła.
Kent słyszał, jak chwiejnie wchodzi na górę po schodach.
ROZDZIAŁ XVII
W CIEMNOŚCIACH
Kent zastygł w bezruchu. Przez krótką chwilę był ogłuszony zupełnie. Wstrząs i zgroza, jakiej doznał, uodporniły go przeciw wszelkim innym wzruszeniom. Nie mógł oczu oderwać od szarosinej, wykrzywionej twarzy Kedsty’ego. Na górze trzasnęły zamykane drzwi. Kent krzyknął podświadomie. Wzdrygnął się. Jakże tu nie wierzyć wobec tylu miażdżących dowodów? Siedzącego przy biurku inspektora Marette Radisson ogłuszyła z tyłu ciosem niespodziewanym. Beszta poszła łatwo …
Przesunął dłonią po oczach, jak gdyby usiłując zetrzeć z nich mgłę. To, co widział, było niepodobieństwem. Dowody były niemożliwe do przyjęcia. Napastowana w obronie czci lub życia, Marette Radisson mogła zabić. Lecz mordować podstępnie, znienacka, nie, to wykluczone! Jednakże otoczenie nie zdradzało śladów walki. Nawet rewolwer na podłodze nie o niej nie mówił. Kent podniósł broń, przyjrzał się bacznie i mimo woli jęknął z rozpaczą. Na kolbie Colta zobaczył plamy krwi oraz parę szpakowatych włosów. Kedsty’ego uderzono jego własnym rewolwerem!
Kładąc broń na stole, Kent dostrzegł błysk stali pod rozpostartą gazetą, a po chwili wyciągnął z ukrycia długie, ostre nożyczki, których Kedsty używał przy robieniu wycinków z pism. Miał zatem w ręku ostatnie ogniwo śmiertelnych poszlak - narzędzie, za pomocą którego Marette Radisson ucięła pasmo włosów. Na mgnienie oka zakręciło mu się w głowie. Uczuł ogromną słabość i wilgoć potu na czole.
Jednak szybko przyszła reakcja. To fałsz! - mówił sam sobie. Marette nie mogła popełnić tego rodzaju zbrodni. Istnieje coś, czego nie zauważył, nie spostrzegł, i to coś w zupełności zmienia postać rzeczy.
Dawny James Kent wszedł w swoje prawa. Umysł zawodowego łowcy ludzi zaczynał biec utartą koleją. Zobaczył znów Marette taką, jaka mu się ukazała w pierwszej chwili. W szeroko otwartych oczach nie dostrzegł wtedy żądzy krwi. Ani nienawiści. Ani obłąkanej uciechy. Z błękitnych źrenic uderzało cierpienie i niesłychana rozpacz.
Pojął nagle prawdę. Jakby mu ktoś w mózgu krzyknął: Marette jest niewinna! Bo i cóż warta miłość nie poparta ślepą ufnością?
Czując, jak serce podchodzi mu do gardła, spojrzał znów na inspektora. Wykrzywiona okropnie twarz trupa wstrząsnęła nim na nowo. Ale się opanował. Z zawodowym spokojem jął badać zwłoki.
Dotykając dłonią policzka stwierdził, że ciało jest zimne. Dramat musiał się rozegrać przed godziną co najmniej. Starannie obejrzał siniec na czole Kedsty’ego. Uraz był dość powierzchowny i mógł tylko czasowo inspektora ogłuszyć. Przez te parę chwil zaszła jednak rzecz nowa. Czyniąc nadludzki niemal wysiłek, by koszmar ten odegnać, Kent wyraźnie widział straszną scenę: ruch w kierunku stołu, błysk nożyc, zaciskane wokół szyi pasmo włosów i powolne dławienie wracającej do przytomności ofiary.
- Nie, to niemożliwe - bąknął. Istotnie, w samym już założeniu krył się wyraźny absurd. Jedynie osoba obłąkana mogła powziąć tego rodzaju pomysł. A Marette obłąkana nie była. Była zdrowa zupełnie.
Badawczo rozejrzał się po izbie wzrokiem podejrzliwym jak wzrok łasicy polującej na zdobycz. U czterech zasłoniętych firankami okien wisiały długie sznury. Na ścianach było mnóstwo broni najrozmaitszej. Na biurku inspektora leżał kamienny tomahawk, używany zamiast przycisku. Pod prawą dłonią trupa spoczywał rewolwer. Po cóż, mając pod ręką tyle dogodnych narzędzi mordu, gotowych do natychmiastowego użycia, morderca posługiwał się pasmem włosów kobiecych?
Jeszcze jeden przedmiot przyciągnął oczy Kenta: leżące w kącie biurka rzemienne sznurowadło. Leżało na papierach, nie podobna zatem było go nie spostrzec. Rzemień, ćwierć cala gruby, miał około

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 43 Następna »